 Politycy znów psuli wczoraj nastroje na warszawskim parkiecie. Podczas gdy w całej Europie indeksy ostro szły w górę, u nas podczas ostatnich przedweekendowych notowań panowała nerwówka. Akcje falowały to w górę, to w dół, niczym na kolejce śmierci. A inwestorzy, zamiast w terminale z kursami akcji, wpatrywali się głównie w ekrany telewizorów. Z Sejmu dochodziły wieści, że znów zmniejszyły się nadzieje na uniknięcie nowych wyborów. Takie doniesienia działają na zagranicznych graczy niczym straszak, więc o znacznym popycie na polskie akcje z ich strony trzeba było zapomnieć. A zaczęło się nie najgorzej...
WIG20 wystartował z poziomu 2940 pkt, a więc prawie pół procenta na plusie, i przez pierwsze godziny pracowicie piął się w górę, zyskując jeszcze kilkanaście punktów. Negatywny wpływ awantur sejmowych na nastroje graczy równoważyła hossa na rynkach zagranicznych. W Paryżu, Londynie i Frankfurcie akcje szły w górę o ponad 1 proc., zaś budapeszteński BUX zyskiwał nawet ponad 2 proc. Ale było widać, że nerwy graczy w Warszawie były napięte jak postronki. Tuż po godz. 14 wystarczyła wypowiedź kilku posłów PO, że wybory są nieuniknione, a zaraz potem informacja o niższym od oczekiwań wzroście gospodarczym w USA, by na naszej giełdzie zaczęła się wyprzedaż. WIG20 w jednej chwili zjechał o prawie 2 proc. Na szczęście sprzedający szybko się zreflektowali, że wieści z USA nie wywołały nigdzie takiej paniki, jak w Warszawie. I w ciągu godziny, która pozostała do zamknięcia handlu, indeksy odrobiły część strat. Na koniec dnia WIG20 wrócił do poziomu z porannego otwarcia (ok. 2938 pkt). Patrząc na zachowanie kursów największych spółek, można dojść do wniosku, że inwestorzy są zdezorientowani i każdą z nich rządzi inny układ sił. Ceny akcji Agory (wydawcy "Gazety Wyborczej"), Biotonu, Lotosu, czy Prokomu spadały o 2-3 proc., a w tym samym czasie BZWBK i Orbisu drożały mniej więcej w tym samym stopniu, zaś MOL i KGHM - tylko nieco mniej. W sumie jednak na rynku dominowały spadki. Spółek, które traciły na wartości, było ok. 140, gdy drożejących tylko nieco ponad 80. Inwestorów czekają więc kolejne stresujące dni. Polityka nie przyczyni się do wzrostu popytu na akcje, a znajdujący się bardzo blisko szczytów rynek z pewnością zasłużył na korektę. Ale nawet jeśli ona nastąpi, to pewnie nie będzie zbyt głęboka, na drugiej szali są bowiem oczekiwania niezłych wyników finansowych spółek za czwarty kwartał, dobre globalne nastroje na rynkach akcji i dużo pieniędzy płynących na parkiet np. od funduszy inwestycyjnych. Maciej Samci
|