|
Fuzja Pekao i BPH: rząd szuka kwitów do Trybunału |
|
|
|
środa, 01 luty 2006 11:52, napisał: Grzegorz Trojański
 Ministerstwo Skarbu nie doczekało się odpowiedzi włoskiego UniCredito na ultimatum. Przygotowuje więc grunt pod ofensywę prawną w Europie. W zbieraniu argumentów mają pomóc... sami bankowcy. Trwa wojna nerwów między polskim rządem a UniCredito. Ministerstwo Skarbu wczoraj do północy czekało na pismo z odpowiedzią Włochów na ultimatum, które w grudniu postawił im eksminister Andrzej Mikosz: zrezygnujcie z fuzji banków Pekao i BPH i sprzedajcie swoje udziały w tym drugim banku. Włosi najprawdopodobniej nie wysłali odpowiedzi, bo sprzedawać BPH nie mają zamiaru, o czym poinformowali nasz rząd w liście z 16 stycznia. Problem w tym, że Ministerstwo Skarbu nie uznaje tego pisma za oficjalną odpowiedź UniCredito.
Co dalej? Jeszcze we wtorek rano ministerstwo planowało konferencję prasową, na której chciało wypowiedzieć Włochom wojnę prawną. Jednak w ostatniej chwili te plany przesunięto. - W środę wyślemy do UniCredito kolejne pismo - mówi rzecznik resortu skarbu Marcin Mazurek. Nie chce ujawnić, co się w nim znajdzie. Z nieoficjalnych informacji "Gazety" wynika, że resort ponowi żądanie sprzedaży BPH. Jednak to będzie już ostatnie ostrzeżenie, później ministerstwo podejmie kroki prawne. Jakie?
Najbardziej prawdopodobny - o czym pisaliśmy wczoraj - jest pozew do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości o unieważnienie decyzji Komisji Europejskiej, która jesienią 2005 r. zgodziła się na fuzję polskich banków. Rząd ma w ręku koronny argument w postaci umowy prywatyzacyjnej Pekao, która zabrania Włochom inwestycji w inny bank w Polsce. Z naszych informacji wynika, że resort skarbu przygotowuje się też do zakwestionowania wyliczeń unijnych urzędników, że fuzja nie zagrozi konkurencji na polskim rynku.
Argumentów w batalii przeciw Brukseli mają dostarczyć sami bankowcy. "Gazeta" dowiedziała się, że do Związku Banków Polskich oraz na biurka prezesów największych banków - pominięto tylko szefów Pekao i BPH - trafił list z Ministerstwa Skarbu z czterema pytaniami. Rząd prosi m.in. o potwierdzenie danych Komisji Europejskiej dotyczących udziału rynkowego, jaki w poszczególnych segmentach rynku osiągnęłyby Pekao i BPH po połączeniu. Pyta także o konsekwencje rynkowe ewentualnej fuzji. Otrzymanie listu potwierdził nam prezes Związku Banków Polskich Krzysztof Pietraszkiewicz. Marcin Mazurek z ministerstwa odmówił komentarza.
Część bankowców jest oburzona. - Rząd chce skłócić środowisko bankowe. Napuszcza jednych na drugich. Liczy, że konkurenci Pekao i BPH, obawiając się konsolidacji, sami dostarczą mu argumentów - oburza się przedstawiciel jednego z banków. Prezes Pietraszkiewicz patrzy na sprawę inaczej. - To dobrze, że rząd chce zasięgnąć opinii środowiska bankowego. Nie widzę w tym nic dziwnego - powiedział nam szef Związku Banków. Dodał, że zaprosił przedstawicieli resortu skarbu na piątkowe posiedzenie zarządu Związku. - Chcemy się spotkać przy otwartej kurtynie, włączając w to przedstawicieli najbardziej zainteresowanych dwóch banków - dodaje Pietraszkiewicz. Odpowiedź z ministerstwa jeszcze nie nadeszła.
Do wojny sposobi się też UniCredito. Jego przedstawiciele - na razie nieoficjalnie - zarzucają rządowi, że to on łamie umowę prywatyzacyjną Pekao. Stanowi ona, że pierwszym krokiem w razie braku porozumienia między stronami ma być mediacja. Tymczasem rząd wytoczył od razu ciężkie działa. Prawnicy nie wróżą rządowi sukcesu w ewentualnej wojnie prawnej w Brukseli. - Komisja Europejska ma rację, rząd jest w błędzie - mówi cytowany przez Reutersa prof. Damien Geradin, specjalista od prawa konkurencji z Brukseli. Eksperci dodają jednak, że ewentualne zwycięstwo Komisji i Włochów z Polską będzie pyrrusowe, bo upływający czas działa na niekorzyść ich interesów.
|